poniedziałek, 30 grudnia 2013

Od Sierry


Szłam po oblodzonej drodze, było zimno ale to dobrze. Czyli zima się nie obija, wypuściłam powietrze które natychmiast zmieniło się w parę. Wróciłam do lasu i przysiadłam pod drzewem. To pierwszy dzień istnienia watahy, ciekawiło mnie, czy ktoś tu dołączy... Oby. Oparłam łeb o korę i przez chwilę patrzyłam na bezlistną koronę owego dębu. Zagrzebałam łapę w śniegu, tak białym, chłodnym i puszystym... Aż kusiło by się na nim położyć, ale po co? Chyba po to by się totalnie odmrozić! Zachichotałam, gdyby był tu teraz Shot pewnie już byłabym po uszy w śniegu. Dobrze mieć rodzeństwo, zwłaszcza takie, które pomoże bez względu na wszystko. I tak myślałam przez około godzinę, aż w końcu zrobiło mi się zimno i postanowiłam wrócić do jaskini. Ułożyłam się na posłaniu z liści mojego wyrobu. Uuuu, tu było cieplutko i tak wygodnie :).... Ziewnęłam i już miałam pogrążyć się w głębokim śnie, gdy nagle, poza moją jaskinią, ale tuż przy jej wejściu rozległ się świst. Głośny. Uniosłam łeb i zobaczyłam...

< Ktoś dokończy? xD Ktoś? >

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz